poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 1

Pozostało: 12 dni

- Taylor - wypowiedziałam cichutko do słuchawki, nie chcąc by ktokolwiek mnie usłyszał mimo tego, że mieszkałam zupełnie sama. Wyczekiwałam aż w słuchawce usłyszę głos przyjaciółki. Jednak panowała tam grobowa cisza. Na strychu domu usłyszałam trzask. - Taylor - jęknęłam wystraszona, kuląc się pod kołdrą. Starałam się nie mieć złych scenariuszy w głowie. Przecież to może być tylko mysza a ja siedzę pod tą kołdrą jak spłoszona sarna. Jednak coś nie pozwalało mi się nawet ruszyć. Ah, tak. To strach, który mną kierował. W słuchawce dalej brzmiał tylko durny sygnał. Rozłączyłam się i ponownie wybrałam numer przyjaciółki, tym razem numer telefonu domowego. Usłyszałam dwa krótkie sygnały a potem usłyszałam czyiś głos w słuchawce. - Taylor? - jęknęłam błagalnie w słuchawkę. Kolejny trzask, tym razem na dworze. Jasne światła ukazywały się co chwile na niebie. Tak, ja Thea Daniels boję się burzy. To jedyne co mnie paraliżuje.

- Nie, Michael. - usłyszałam w odpowiedzi. O MÓJ BOŻE! Tak, w końcu żywa dusza. Clifford, zbawco!

- Mikey.. - zaczęłam - Mógłbyś po mnie przyjść? Chciałabym dziś u Was spać a nie mogę się dodzwonić do Tay. 

- Jaki jest cel w tym, żebym po Ciebie przyszedł? - zapytał jakby całkowicie zbity w tropu, założę się, że w tej chwili unosi brew do góry i ma pytający wzrok, zupełnie jakby myślał, że to zobaczę. Tak Clifford, na pewno zobaczę.

- Po prostu przyjdź, ok? Tylko błagam, jak najszybciej. - Chłopak mruknął na to "mhm", o, czyli się zgodził. Przecież nie miał innego wyjścia, prawda?

Michael Clifford to dziewiętnastoletni brat mojej przyjaciółki, Taylor. Są zupełnie różni. Dziewczyna jest delikatna i wrażliwa. Wygląda niczym nimfa wyciągnięta z otchłani morza bądź oceanu. Mikey (tak na niego mówię) natomiast jest zupełnie inny. Ma masę tatuaży na ramionach, brzuchu i nawet karku. Codziennie potrafi zmienić kolor włosów. Ostatnim razem jak go widziałam to miał zielone. W ciągu tygodnia, bo wtedy widziałam go po raz ostatni, zdążył pewnie zmienić ten kolor z pięć razy o ile nie więcej. Jego siostra od zawsze jest naturalną blondynką o niebieskich oczach. Nigdy nie farbowała włosów, nie robiła piercing'u a tatuaży nie tolerowała. Wręcz brzydziła się tymi, które posiadał jej starszy brat. A właśnie, Michael. Przyjaźni się z trzema chłopakami. Przynajmniej tak mówiła Taylor. Nigdy nie miałam możliwości ich poznać. Jednak wiem, że nazywają się Calum, Ashton i Luke. Są mniej więcej w wieku Mikey'a. Podobno mają własny zespół. Michael gra na gitarze. O reszcie nie wiem nic więcej. W sumie to i dobrze. Po co interesować się kimś, kogo się nie zna? No właśnie. To zupełnie bezsensowne, więc w sumie dobrze, że Taylor nie zaczęła opowiadać więcej o tych chłopakach. A na ten temat potrafi gadać sporo. O! Wiem jeszcze jedno, które dotyczy któregoś z tych chłopaków. Jeden z nich wpadł w oko mojej przyjaciółce. Ale kto jej nie wpada w oko? Jeżeli chłopak jest przystojny to jest wielka szansa, że Taylor się on spodoba. Wnioskuję, że któryś z nich musi mieć dobry wygląd skoro Taylor zwróciła na niego uwagę i powiedziała, że go lubi.

Szybko spakowałam kilka rzeczy do plecaka i narzuciłam go na plecy, wcześniej zarzucając na siebie za dużą bluzę Mikey'a. Tak, miałam jego bluzę. Długa historia.  Włosy związałam w wysokiego kucyka a prostą grzywkę spięłam do tyłu. Teraz tylko czekać aż kolorowowłosy ruszy swoje cztery litery po mnie. Zeszłam na dół do salonu, wzięłam klucze z półki i wyszłam przed dom. Dwa razy sprawdziłam czy dobrze zamknęłam dom. Pod drzwiami leżała czerwona koperta z tym samym napisem co poprzedni. Starannie otworzyłam kopertę i usiadłam na ławce przed domem. Wyciągnęłam białą kartkę i zaczęłam czytać jej treść.

" Dwanaście dni. Brzmi pięknie, prawda Thea? :)
Mam nadzieję, że w końcu zaczniesz korzystać z życia, 
bo niewiele Ci go zostało.

Szkoda mi będzie takiej pięknej buźki, wiesz?
Ale sama sobie zawiniłaś rodząc się w rodzinie konfidentów.

No to do jutra Maleńka."

Czy to się kiedyś skończy? Komuś się to nie znudzi? Kto jest na tyle głupi, żeby robić sobie ze mnie takie żarty? Ale.. Co będzie, jeżeli okaże się, że to nie żarty? Że naprawdę zostało mi te kilka dni? Niecałe dwa tygodnie. Ale w sumie lepiej o tym nie myśleć i cieszyć się daną chwilą, prawda? 

Nim się zorientowałam, auto Mikey'a wjechało na podjazd mojego domu. Schowałam kartkę wraz z kopertą do plecaka i ruszyłam do samochodu chłopaka. Kiedy wsiadłam, Michael zaczął mi się przyglądać lekko zdziwiony. Tak, tak Clifford, to Twoja bluza, wiem. Nie minęło kilka sekund i odpalił auto po czym odjechał z podjazdu. Podczas jazdy cały czas wystukiwał rytm piosenki One Republic, która aktualnie leciała w radiu. Nie odezwał się nawet słowem co było do niego niepodobne. Michael to typ osoby, która lubi dużo gadać, to jedyne co łączyło go z jego siostrą, nic poza tym. Zauważyłam, że obecny kolor włosów Mikey'a to prawie, że biały z zielonym pasemkiem na grzywce.
Cisza wydawała się być nieustanną.

- Michael.. - zaczęłam. Przecież nie mogłam wytrzymać w aucie w ciszy, gdzie tłem tego wszystkiego były tylko piosenki, które leciały z radia. Chłopak odwrócił się na chwilę w moją stronę a potem skupił się na drodze. - Tay coś mówiła, że wraz z kolegami założyliście zespół, to prawda? - Jesteś genialna Thea. Nie miałaś o co zapytać, tylko o ten cholerny zespół.

- Taa. - mruknął pod nosem. Ehm.. Clifford niezbyt rozmowny dzisiaj.

- Kiedy macie jakąś próbę? - cały czas próbowałam podtrzymać temat, nawet jeżeli Michael nie chciał zbytnio pogrążać się w rozmowie.

- Dziś wieczorem. - odpowiedział beznamiętnie

- Mogę przyjść z Tay? - w odpowiedzi skinął głową a chwilę potem już zaparkowaliśmy przed domem Clifford'ów

Weszłam do domu wraz z kolorowowłosym. On skierował się od razu do swojego pokoju, który jako jedyny nie był na piętrze a był pod schodami. Tak, pod schodami. Bardzo dziwnie się tam wchodziło. Trzeba było zajść z drugiej strony schodów i wejść do pokoju przez dość niskie drzwi. Nie wiem jak chłopak to wytrzymuje, ja bym nie dała rady. Ale sam tak chciał. Kiedy zniknął z mojego pola widzenia, ruszyłam na górę do pokoju przyjaciółki. Najpierw zapukałam. Ale nie słysząc żadnej odpowiedzi, po prostu nacisnęłam na klamkę i weszłam. Dziewczyna leżała na brzuchu na łóżku, ze słuchawkami w uszach. I teraz pytanie. Dlaczego najzwyczajniej w świecie nie odebrała wtedy, kiedy do niej dzwoniłam? No tak. Zapomniałam, że to Taylor. Najbardziej nieogarnięta dziewczyna jaką kiedykolwiek miałam okazję poznać i zaprzyjaźnić się. Zrzuciłam z siebie plecak i położyłam przy drzwiach. Skierowałam się w stronę leżącej blondynki a chwilę potem już na niej leżałam, śmiejąc się z jej reakcji na to, że tak po prostu na nią wskoczyłam. Blondynka próbowała się wydostać spode mnie, ale jakoś marnie jej to szło. Widząc, że nie ma już sił, zeszłam z przyjaciółki i usiadłam obok niej. Lustrowała mnie dokładnie wzrokiem i zabijała jednocześnie. Hah, wkurzona Panna Clifford wygląda nadzwyczajnie uroczo. Zaśmiałam się pod nosem.

- Dzięki, że na mnie wskoczyłaś. MOGŁAŚ MNIE ZABIĆ. - mruknęła urażona, chociaż dobrze wiedziałąm, że tylko udaje.

- Jakbyś odbierała telefon, który podobno zawsze masz przy sobie i nigdy się z nim nie rozstajesz to byś wiedziała, że chcę do Was wpaść i spać u Ciebie, durniu. - uderzyłam ją lekko w ramię, na co jęknęła. Mówiłam już, że ta dziewczyna jest strasznie przewrażliwiona?

- Ou.. - spojrzała na mnie zażenowana. - Sorki. - uśmiechnęła się przepraszająco, na co tylko wywróciłam oczami. - Więęc.. Co dziś robimy? - zapytała, przybierając pozycję siedzącą "po turecku".

- Idziemy na próbę zespołu Twojego brata. - odpowiedziałam i dokładnie zaczęłam obserwować jej reakcję. Dziewczynie uformował się wielki uśmiech na twarzy a źrenice nieco się rozszerzyły. Zaczęła skakać po łóżku jak małe dziecko, które właśnie się dowiedziało, że pojedzie do wesołego miasteczka. Oh, tak Taylor, jesteś taka dojrzała. Dziewczyna chyba zdążyła załapać, że jestem wręcz rozbawiona jej reakcją, na co od razu zmieniła nastawienie. Usiadła obok mnie i spojrzała przed siebie.

- Fajnie. - krótko i obojętnie skomentowała tak, jakby ją to w ogóle nie obchodziło.

- Tylko błagam, zachowuj się normalnie. Bo jak odstawisz przy nich ten cyrk co przed chwilą to uciekną na samym początku a jednak chcę posłuchać jak grają, okej? - niebieskooka posłusznie skinęła głową i uśmiechnęła się szeroko. Euforia ją chyba dopadła i nie miała zamiaru jej opuścić.

*

- Lubię go, wiesz? - szepnęła

- Ale którego? - zdezorientowana omiotłam wzrokiem trzech chłopaków. Blondyna, który grał na perkusji, drugiego blondyna, którego włosy były wysoko uniesione i to on miał najwięcej partii śpiewanych oraz bruneta o ciemnych oczach, który grał na gitarze.

- Jeszcze nie wiem. Nie potrafię się zdecydować na jednego. - jęknęła niezadowolona, na co wywróciłam oczami.

- Taylor. - spojrzałam na nią błagalnie - Chociaż raz. Ten jeden jedyny raz, zdecyduj się na jednego chłopaka i skup się na nim, dobrze? - przyjaciółka niechętnie pokiwała głową na znak, że się zgadza.

Kiedy chłopcy skończyli grać, zaklaskałam delikatnie na znak, ze mi się podobało. Natomiast Taylor pisnęła jak jakaś typowa fanka boysbandu. Do końca ich próby nie dowiedziałam się nawet który jest który, bo dziewczyna była nimi zbyt zafascynowana. Sama więc podeszłam do chłopaków i po kolei każdemu się przedstawiłam. Dowiedziałam się, że brunet z ciemną karnacją to Calum, perkusita z bandaną na głowie to Ashton a tak jakby frontman z kolczykiem w wardze to Luke. Ten ostatni nie był zbyt rozmowny a jego koledzy przedstawili mi go za niego. Okej, tego gościa chyba nie polubię. Kiedy tylko ich poznałam, zabrałam siebie i oczywiście Taylor bo przecież jeszcze trochę z nimi w jednym pokoju i zeszłaby na zawał i wyszłam z pokoju Michael'a. Niewiarygodne, że ściany w jego pokoju są dźwiękoszczelne, dzięki czemu nikt z domowników nie narzekał na ciągły hałas z tego pomieszczenia. Już chyba wiedziałam dlaczego Mikey wybrał ten pokój i w nim zamieszkał. Sama bym chciała mieć taki. Był wielki i skromnie urządzony. Najwięcej miejsca zajmowały instrumenty zespołu. Wraz z Tay skierowałyśmy się do kuchni. Blondynka wyciągnęła z lodówki sok i wlała do dwóch szklanek. Natomiast ja zajęłam się robieniem kolacji. Gdyby zrobiła to moja przyjaciółka, mogłbyśmy się spodziewać wizyty straży pożarnej. Dlatego ja postanowiłam zabrać się za jedzenie. Wyjęłam wszystkie składniki potrzebne mi do zrobienia spaghetti i zabrałam się za wykonywanie odpowiednich czynności do zrobienia potrawy. Moje zmagania nie trwały długo i po jakiś trzydziestu minutach mogłyśmy zjeść posiłek. Na nasze, przynajmniej moje nieszczęście, do kuchni, jak stado wygłodniałych wilków, wpadła czwórka chłopaków. Szybko omiotli wzrokiem mnie i Taylor. A zaraz potem cała czwórka skupiła się na spaghetti, które dopiero co nałożyłam sobie i Taylor. Michael spojrzał na mnie prosząco. Zdążyłam zrozumieć o co mu chodzi.

- Nie! - od razu zaprotestowałam zanim zdążył cokolwiek powiedzieć

- Proszę! - jęknął, wyczekując mojej odpowiedzi

- Mikey, nie! - zaprotestowałam

- Mikey? - koleś w bandanie zaczął się śmiać a wraz z nim dwóch pozostałych

- Theaa.. Mówiłem Ci, żebyś mnie tak nie nazywała. - jęknął poirytowany

- Ale Mikeeeeeeeeyyy. - Calum, bo tak się chyba nazywał czarnowłosy chłopak i ten w bandanie, zaczęli denerwować Michael'a, co nie uszło mojej uwadze i zaczęłam chichotać. Clifford zmierzył mnie wzrokiem, który mówił "Jak chcesz żyć to lepiej przestań się śmiać."

- Młoda. - oparty o futrynę kuchenną chłopak z włosami postawionymi ku górze w końcu się odezwał i zwrócił do mnie. Uniosłam brwi ku górze. Najzwyczajniej w świecie byłam zdziwiona. - Wyjmij z szafki cztery talerze i grzecznie nałóż na nie jedzenie, czaisz? - jego ton nie należał do najmilszych. Taaa.. Ten koleś już jest wpisany na moją czarną listę. Zdecydowanie się z nim nie dogadam.

- Hemmings. - warknął na niego drugi blondyn. Taylor przyglądała się z boku całej sytuacji.

- Thea, nie. - podeszła i położyła rękę na moim ramieniu bo już chyba wiedziała, że zaraz się zacznie.

- Z łaski swojej rusz te niezgrabne cztery litery i pofatyguj się sam po jedzenie, ponieważ nie jestem służącą, a Ty też u siebie nie jesteś, żeby mi rozkazywać. Za kogo Ty się masz, co? - wyrzuciłam z siebie niemal na jednym wdechu. Chłopak wziął głęboki oddech i zamknął oczy tylko po to by zaraz wypuścić powietrze z ust i podnieść powieki ponownie.

- A Ty co? Za kogo Ty się masz? - warknął - Panna Nie Rozkazuj Mi Bo Jestem Kobietą? Tak, jesteś kobietą. A kobieta jest po to, żeby gotować i podawać jedzenie. Więc rusz się księżniczko i podaj nam te pieprzone spaghetti, rozumiesz? - wyrzucił wszystkie słowa z siebie jakby były zatrute jadem

- Ja chyba wrócę do domu, wiesz Tay? - zwróciłam się do przyjaciółki - Pod jednym dachem z taką osobą nie da się wytrzymać. - w tym momencie spojrzałam gniewnie na Luke'a, który był tym rozbawiony

- Jeżeli chcesz to Ci otworzę drzwi, słońce. - uśmiechnął się bezczelnie - Mogę Cię również odwieźć, żeby nikt Cię po drodze nie zgwałcił. - puścił mi oczko a mnie napadł wstręt do niego. Jak ktoś może być jednocześnie takim dupkiem i mieć tak zniewalający wygląd? Najwidoczniej to możliwe, a idealnym przykładem jest Luke Największy Na Świecie Dupek Hemmings.

- Wolę, żeby mnie ktoś zgwałcił, niż żebym miała siedzieć z Tobą w jednym aucie, Hemmings. - ostro zaakcentowałam jego nazwisko, po czym przeszłam obok, trącając go w bark

Do pokoju Tay wpadłam jak torpeda. Złapałam swoje rzeczy, zarzuciłam na siebie bluzę i wzięłam plecak. Na schodach próbował mnie zatrzymać Michael, ale szybko wyrwałam swoje ramię z jego dłoni, którą je ściskał. Przemknęłam przez korytarz i wyszłam z ich domu. Na dworze panował już całkowity mrok. W końcu to godzina dwudziesta druga. Zarzuciłam na głowę kaptur od za dużej bluzy i ruszyłam przed siebie. Starałam  się nie odwracać za siebie i ignorować wszelkie odgłosy dobiegające zza moich pleców. Przycisnęłam plecak do pleców i ścisnęłam rękawy bluzy. Byłam już jakoś w połowie drogi. Wtedy z jednej pobocznej uliczki wyszło kilku facetów. Nie wyglądali przyjemnie. W ogóle nie wyglądali. Nie minęła chwila i zerwałam się w bieg. Wiedziałam jednak, że ich jest czterech a ja jestem jedna. Wystarczy, że wbiegną w inne małe uliczki i wyskoczą przede mną. Zatrzymałam się i przez chwilę myślałam gdzie dalej biec. Z przodu zaczął jechać jakiś motocykl. Jeszcze tego brakowało. Maszyna zaczęła zwalniać i zatrzymywać się przy mnie. W sumie chyba wolę być rozjechana przez motor niż zgwałcona przez kilku mężczyzn i pamiętać o tym do końca życia. Stałam jak sparaliżowana. Motor stanął obok mnie. Mężczyzna bądź chłopak siedzący na nim, zszedł z maszyny i podszedł do mnie. W półmroku rozpoznałam wysoko postawione blond włosy skryte pod kapturem granatowej bluzy.

- Albo wsiadasz teraz ze mną, albo oni Cię zaraz dogonią i zrobią z Tobą co chcą. - wskazał na biegnących w naszą stronę mężczyzn. Chłopak odwrócił się w stronę motoru i wsiadł na niego. Mężczyźni byli coraz bliżej. - Wsiadasz czy nie? - krzyknął. Zaraz po tym podeszłam szybko do chłopaka i wsiadłam na motor. - Złap się mocno, bo to nie będzie wolna jazda. - odwróćił się i  odpalił maszynę. Chwyciłam chłopaka mocno w pasie i zamknęłam oczy. Nie chciałam widzieć tego wszystkiego. Oprócz burzy, bałam się jazdy motorem. To zmora. Wiele ludzi przez to ginie. A ja nie chciałam być kolejna. Chociaż dosłownie chwilę temu rozmyślałam o tym, że Hemmings mógłby mnie rozjechać tym motorem. Teraz myślę tylko o tym, żeby znaleźć się w bezpiecznym miejscu. - Możesz mnie już puścić Maleńka. Wiem, że jestem atrakcyjny, ale nie lubię przylep. - usłyszałam jego śmiech i wtedy otworzyłam oczy. Ponownie byłam pod domem Clifford'ów. Szybko odkleiłam się od chłopaka zażenowana obecną sytuacją i zeszłam z motoru.

- Mogłeś mnie odwieźć do domu. - mruknęłam

- Nie ma za co, Thea. - odparł tym samym tonem i wszedł do ich domu a ja pomaszerowałam za nim

- Znalazłem przylepę. - zwrócił się do Michael'a - Nie ma za co. - rzucił kluczyki do Calum'a, który schował je do kieszeni

*Luke's POV*

- Masz po nią wrócić! - warknął Ashton, odepchnąłem się od futryny i usiadłem obok niego na krześle - Mamy jej pilnować, pamiętasz? - zwrócił się do mnie

- Ta mała ma niewyparzony język. Denerwuje mnie. - skomentowałem krótko niską blondynkę

- Denerwuje czy nie, mamy jej pilnować. Zupełnie jakby była naszym oczkiem w głowie, czaisz Hemmings? - odezwał się siedzący na blacie Calum

- Za kilkanaście dni dostanie kulkę w łeb jak jej rodzinka i będzie po problemie. - mruknąłem, nie rozumiejąc dlaczego zajęliśmy się tym wszystkim

- Problem polega na tym, że nie możemy doprowadzić do "kulki w łeb". - odezwał się Michael, który od momentu wyjścia blondynki z domu nie powiedział ani słowa

- Clifford ma rację, Hemmo. - Irwin potwierdził słowa Michael'a. - Za wszelką cenę. Za wszelką, rozumiesz? - spojrzał na mnie znacząco - Musimy jej pilnować. Nie możemy jej opuszczać nawet na chwilę. Nie możemy przestać jej obserwować. Dzisiaj dostała drugą kartkę. W takim razie zostało jej dwanaście dni. Jutro będzie ich tylko jedenaście. Musimy sprawić, że nam wszystkim będzie bezgranicznie ufała. Musimy mieć pewność, że będzie się nas trzymała. Dlatego Ty - wskazał na mnie - Masz być dla niej chociaż w połowie tak miły jak dla Taylor.

Taylor. Ah, słodka, mała Clifford. Tak, siostra mojego kumpla. Ale dlaczego by się z nią nie zabawić? Przecież widzę, że podobam się lasce, więc logiczne, że będę mógł z nią zrobić co tylko będę chciał. Odda mi się na wstępie. Może jestem okropny, w sumie to mi to nawet pasuje. Ale laski lgną do mnie niczym na wyprzedaż. Nawet bardziej. Jestem ekscentrycznym dupkiem, tak. I jestem z tego dumny. Jakoś nigdy nie komu nie stwarzało to problemu a tu nagle Panna Daniels ma wielki problem, którym jestem ja. Sądzi, że to koniec naszej "znajomości". Oh, Thea, zabawa się dopiero zaczyna, wiesz? Nie masz pojęcia co się może z Tobą stać. Nie masz pojęcia, że przez ostatnie dwa lata jesteś ciągle pod naszym okiem. Nie wiesz również dlaczego Michael chciał się z Tobą zaprzyjaźnić, prawda? Jak mi przykro, że wiesz tak mało. My wiemy kto pragnie Twojej śmierci. My wiemy, kto zabił Twoich rodziców i rodzeństwo. Wiemy absolutnie wszystko a jeżeli nie będziesz nam podporządkowana, może być z Tobą bardzo źle. A tego nie chcesz, prawda Maleńka? 

***
Rozdział pierwszy za sobą!
Zauważyłam, że są czytelnicy, co ogromnie mnie cieszy.
Mam nadzieję, że rozdział jest dobrej długości i nikomu to nie przeszkadza.
Czekam na Wasze opinie!
I mam małą prośbę.. Jeżeli możecie, polecajcie bloga kolegom, koleżankom etc.. Wiecie o co chodzi.:)

2 komentarze:

  1. Omg kocham to asdfghjkl
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdzialu!

    queexari

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg to jest genialne / @cliffoordz

    OdpowiedzUsuń