czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 2

Delikatnie promienie słoneczne przedzierające się przez lukę między zasłonami padają wprost na moją twarz, przez co od razu się przebudzam, jednak po chwili nakrywam się cała kołdrą i odwracam na drugi bok, napotykając przy tym coś twardego. Usiłuję się przesunąć bliżej środka, by móc zagłębić głowę między obie śnieżnobiałe poduszki by uniknąć ostrego światła słonecznego, jednak na mojej drodze wciąż jest coś twardego, co uniemożliwia mi przemieszczenie się. Od niechcenia leniwie się przeciągam i otwieram zaspane powieki, lekko unosząc głowę i sprawdzając przyczynę tego wszystkiego. Obok mnie, wyłożona niczym słup, śpi Tay. "Oh, a więc to mi przeszkodziło" - pomyślałam a zaraz po tym opadłam z powrotem na swoją poduszkę, co chwilę wiercąc się na swoim miejscu z powodu natarczywego światła z dworu. Chcąc niechcąc, na pewno już nie zasnę. Ułożyłam się w dość wygodnej pozycji a raczej takiej, w której ani jeden skrawek światła mnie nie sięgał, przy czym prawie wlazłam na Pannę Clifford, ale mniejsza w szczegóły. Przypomniałam sobie cały wczorajszy wieczór. Zaczęło się od tego, że byłam zbyt przerażona by być sama w domu, zaraz po tym otrzymałam dziwaczną kopertę, w której była wiadomość, że zostało mi kilkanaście dni życia, to absurdalne. Może ktoś po prostu robił sobie żarty a ja zaczęłam z tego powodu panikować a teraz ta osoba ma niezły ubaw? Może kiedyś się dowiem, ale na pewno nie teraz. Zaraz po tym Mikey zabrał mnie do ich domu prawie ze mną nie rozmawiając. Byłam na próbie ich koncertu, są naprawdę genialni a piosenki, które grają są naprawdę fantastyczne i od razu wpadają w ucho. Szkoda, że tak małe grono odbiorców wie o ich istnieniu, bo chłopcy tworzą naprawdę dobrą muzykę. Jednak oni sami już nie są tak niesamowici jak ich muzyka. Ta.. Wczorajsza sytuacja z Hemmings’em wszystko tłumaczy. Chociaż w sumie gdyby nie Luke to ci mężczyźni podążający za mną wczoraj, zrobiliby mi krzywdę czy nawet zgwałcili o ile nie gorzej, a ja jednak wolę być bezpieczna, więc bez niczego wsiadłam na motocykl blondyna. On jednak mówił i wierzył w swoje przekonania, że na niego lecę. Zauważyłam, że taki już jest i nie ma zamiaru się zmieniać. Nie sądziłam, że po jednej nocy a w sumie kilku godzinach znajomości można tak szybko na kimś się poznać. A może mylę się co do niego? Może to miły chłopak a ja go sprowokowałam? Nie, jednak to zarozumialec widzący tylko i wyłącznie czubek swojego nosa. Ale w sumie mi pomógł zwiać, więc za to ma jakiegoś tam małego plusa i może troszeczkę poprawił swoją sytuację. Chociaż teksty, które rzucał w kuchni były typowo Luke’owe jak to Michael powiedział. Nie rozumiem jak Clifford może przyjaźnić, kumplować, whatever, się z takim dupkiem. Calum wydaje się być w porządku. Nie pyskuje tak jak Hemmings i jest naprawdę sympatyczny. Taki bardzo drobno zbudowany miś, do którego zawsze można się przytulić. O Ashton’ie w sumie mogę powiedzieć najmniej. Nie warczy, nie jest sympatyczny. W ogóle się nie odzywa. Był ten jeden raz, wtedy kiedy się przedstawiał na próbie ich zespołu. Ale poza tym nie wiem zupełnie nic o blondynie w czerwonej bandamie.
Moje rozmyślenia przerwał huk i.. ból. Tak, właśnie spadłam z łóżka. A raczej to Taylor spowodowała mój upadek. Tak to jest jak wleziesz drugiemu człowiekowi prawie, że na plecy i leżysz uparcie nie chcąc się ruszyć. Podniosłam się z ziemi i od razu wdrapałam się z powrotem na łóżko. Posłałam zabójcze spojrzenie blondynce na co ta od razu zaczęła chichotać. Do pokoju przyjaciółki wleciał półnagi Michael. Dosłownie. Miał na sobie tylko bokserki. Czarne bokserki w SpongeBob’a. Taylor i ja spojrzałyśmy na siebie a zaraz po tym wybuchłyśmy gromkim śmiechem. Michael od razu się zmieszał i posłał nam pytające spojrzenie.
- Bokserki ze SpongeBob’em, naprawdę Michael? – wydusiłam krztusząc się śmiechem
- Stylowe! – zawtórowała mi jego siostra
Mikey spojrzał na nas a potem na jedyną część garderoby na swoim ciele. Momentalnie na jego twarzy pojawiły się dwa rumieńce, które miały kolor dojrzałego pomidora. Chciałam zachować powagę, ale nie potrafiłam ze względu na reakcję chłopaka. Spojrzałam ponownie na przyjaciółkę i zaczęłyśmy śmiać się jeszcze głośniej. Nie byłabym zdziwiona, gdyby zaraz przyszedł sąsiad i zaczął się skarżyć, że robimy za dużo hałasu. Naburmuszony Clifford chwycił jaśka, leżącego na fotelu niedaleko wejścia i od razu cisnął nim w nas obie. Taylor od razu zrobiła unik a ja niestety połapałam się za późno i poduszka idealnie wkomponowała się w moją twarz. Kiedy tylko przedmiot opadł na moje kolana, wstałam i podleciałam do zielonowłosego wskakując mu na plecy. Chłopak zaczął się kręcić w kółko i wyleciał z pokoju na schody. Nie zdążyłam powiedzieć nawet słowa a brat przyjaciółki zbiegł po schodach do salonu, zrzucając mnie ze swoich pleców na kanapę, na której siedział Calum oraz Luke. Zdezorientowana zaczęłam się wiercić i spadłam na podłogę. Chcąc się podnieść, zahaczyłam głową o stolik a raczej w niego przywaliłam a z moich ust wydobył się cichy jęk niezadowolenia i bólu. Usłyszałam głośne śmiechy chłopców siedzących na kanapie. Nade mną pochylał się Michael, który śmiał się najgłośniej i starał się wydusić z siebie jakiekolwiek słowo. Wyciągnął rękę w moją stronę, a kiedy próbowałam ją chwycić, od razu ją cofnął a ja opadłam z powrotem na ziemię i jęknęłam poirytowana zachowaniem przyjaciela.
- Nienawidzę Cię, Clifford. – warknęłam nie patrząc na niego i prawie całując podłogę w salonie
- Seksi piżamka. – usłyszałam jak Calum chichocze na słowa wypowiedziane z ust Hemmings’a. Momentalnie zwróciłam głowę na swój strój. Miałam na sobie krótkie jasne spodenki oraz krótki top, który odkrywał mój brzuch. – Mam chęć to z Ciebie zdjąć. – poruszył brwiami a ja skrzywiłam się na jego słowa
- Jesteś obleśny. – rzuciłam krótko, szybko się podnosząc a w odpowiedzi usłyszałam tylko stłumiony śmiech blondyna
Poprawiłam się i omiotłam cały pokój wzrokiem. Kogoś brakowało.
- Gdzie jest Ashton? – spytałam ni stąd ni zowąd patrząc na Michael’a
- A co? Zakochałaś się? – palnął Hemmings dokładnie mnie obserwując
- Lepiej w nim niż w Tobie. – wytknęłam a Calum oraz Michael głośno zawołali „Uuuu”, stając obok siebie.
- Nie lubię Cię. – powiedział spokojnym głosem wstając tym samym przewyższając mnie przynajmniej o głowę
- I vice versa, Hemmings. – odpowiedziałam odwracając się na pięcie i wychodząc z pomieszczenia.
Wróciłam do pokoju Taylor, gdzie blondynka była już prawie wyszykowana by wyjść z domu. Nie zwróciła nawet uwagi, kiedy weszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i chwyciłam w rękę telefon. Miałam nową wiadomość..

Od: Nieznany
Pomyślałem, że pisanie na telefon będzie wygodniejsze.
Mam nadzieję, że korzystasz z życia.
Pozdrów ode mnie kolegów zielonowłosego.
11 dni, skarbie.
Już nie mogę się doczekać, a Ty?
x
To już nie jest śmieszne. Moja mina zrzedła a twarz zrobiła się blada niczym szpitalna ściana. Przestraszyłam się nie na żarty. Może powinnam o tym powiedzieć Michael’owi i chłopakom? Ale wtedy mogliby pomyśleć, że jestem jakąś wariatką, która sobie to wszystko wymyśla. Wyśmieją mnie i nic więcej. Przecież jak można uwierzyć jakiejś dziewczynie, że ktoś ją być może nęka i wysyła jakieś smsy albo listy z informacją bądź pogróżką, że zostało Ci kilkanaście dni życia, że masz się pożegnać z bliskimi, z przyjaciółmi, ze wszystkimi. Dowiadujesz się, że żyłaś w rodzinie konfidentów, że Twoi rodzice podawali się za kogoś innego niż tymi, kim byli naprawdę. Poczułam uszczypnięcie w ramię. Odwróciłam się w stronę Taylor, która badawczo przyglądała się ekranowi mojego telefonu. Od razu rzuciłam telefon na drugi koniec łóżka. Chwyciłam rzeczy, które leżały na krześle przystawionym do biurka i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Puściłam letnią wodę i sięgnęłam po żel, którym nasmarowałam ciało a potem wszystko spłukałam wodą. Chwyciłam kokosowy szampon i nałożyłam go na swoje blond włosy. Dokładnie rozprowadziłam po całej długości po czym spłukałam. Wyszłam spod prysznica i owinęłam się granatowym, puchatym ręcznikiem. Dokładnie się nim wytarłam a zaraz po tym założyłam bieliznę, czarne jeansy, biały t-shirt oraz czarną bluzę z kapturem z napisem „I don’t care”. Ubiór dopełniłam zwykłymi, czarnymi trampkami. Umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Taylor od razu rozkazała usiąść na fotelu przed toaletką i sama wysuszyła mi włosy. Czynność trwała jakieś trzydzieści minut a potem byłam już wolna. Zaplotłam włosy w delikatnego kłosa, który miał sprawiać wrażenie na wpół rozwalonego. Efekt chyba mi wyszedł, chociaż nie byłam do końca przekonana. Schowałam jeszcze telefon do tylnej kieszeni a portfel do drugiej.
Zeszłyśmy na dół, zjadłyśmy płatki zbożowe na śniadanie a zaraz po tym ewakuowałyśmy się z domu pełnego kumpli Michael’a. Cel, który wymierzyła nam Taylor to centrum handlowe. Wraz z bratem chcieli wykorzystać wolne dni od rodziców i dziś wieczorem robią imprezę. A czym jest impreza bez wcześniejszych zakupów? Dla Taylor to już rytuał. Najpierw sukienka a potem organizacja. Ale znając życie to organizacją zajmie się Michael, bo Taylor będzie zbyt zajęta wyglądem by pamiętać o tym, żeby cokolwiek przygotować. Mam nadzieję, że Calum i Luke mu pomogą. Chociaż kto wie czy Luke nie będzie rzucał komentarzami, że tylko kobiety mają sprzątać, gotować i organizować a sam usiądzie na kanapie i będzie wszystko obserwował i komentował. Taylor szturchnęła mnie w ramię. Najwidoczniej odpłynęłam na dłuższą chwilę a Tay to zauważyła i denerwował ją fakt, że totalnie ją zignorowałam i wcale nie słuchałam opowieści, zapewne o jakimś boskim chłopaku, który właśnie szedł obok.
- Przepraszam. – mruknęłam idąc dalej
Taylor skinęła głową i ruszyła dalej, zaglądając co chwilę do innego sklepu, sprawdzając czy jest warty tego, żeby do niego wejść i cokolwiek przymierzyć. Chyba z dwie godziny chodziłyśmy zanim przyjaciółka znalazła chociażby przykładny sklep, do którego mogłyśmy wejść. Czekałam na nią pod przymierzalnią jakieś czterdzieści minut. Na litość, ile można siedzieć w przymierzalni?!
Po jakiejś półtora godzinie wyszłyśmy ze sklepu. Ja, wykończona tą całą maskaradą a Taylor wniebowzięta nowym zakupem. Miałam dość i modliłam się aby ten dzień się już skończył.

*

Impreza trwała w najlepsze. Zbiegli się tutaj ludzie z całej szkoły i najbliższej okolicy. Byli tu dosłownie wszyscy. Jak nikt nic nie rozwali to będzie to sukces! Przez cały wieczór zauważyłam jak Luke chodził ze sporą ilością dziewcząt na górę do pokoju gościnnego. Chyba każdy wie co tam się działo, natomiast ja nie chciałam nawet przez chwilę zaprzątać sobie tym głowy. Michael był już nieźle nawalony, stwierdzając to po tym, że tańczył na środku salonu, na stoliku z równie podpitym Calum’em, ocierając się o siebie. To wyglądało obrzydliwie a zarazem bardzo interesująco. W domu dalej nie pojawił się Ashton. Skoro nie było go tutaj od rana to pewnie ma coś ciekawszego do roboty niż upijanie się z kumplami na imprezie. A może po prostu nie lubił imprez? Ale przecież to niedorzeczne, biorąc pod uwagę fakt, że przyjaźnił się z Michael’em.
W domu było zdecydowanie za duszno a w powietrzu, którym się tutaj oddychało, unosił się mocny odór alkoholu. Wystarczyło kilka mocnych wdechów i osoba trzeźwa mogła mieć już chociażby delikatnie zawirowania. Postanowiłam, że zaczerpnę świeżego powietrza i wyciągnę Taylor na dwór, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Tłum był wielki a moja przyjaciółka była drobna i niska. Ciężko ją było gdziekolwiek dostrzec. Chwyciłam swoją skórzaną kurtkę z wieszaka i wyszłam na dwór. Chłód dawał się we znaki mimo tego, że było tutaj za dnia duszno i parno. Noce jednak były chłodnawe. Na dworze panowała totalna ciemność. Z kieszeni wyciągnęłam telefon i świeciłam nim przed sobą, oświetlając sobie drogę, którą się kierowałam do parku. Usiadłam na jednej z ławek i mogłam spokojnie oddychać świeżym, w ogóle nie zanieczyszczonym powietrzem. Chciałam wstać, kiedy poczułam dużą dłoń na swoich ustach i ostre ostrze przy szyi. Moja odwaga wyparowała całkowicie a zamiast niej zagościł we mnie ogromny strach i panika.
- Nie odwracaj się. – usłyszałam głęboki głos tuż nad uchem – Ale zapamiętaj ten głos, skarbie. Widzę, że nie chcesz korzystać z życia. Zostało Ci tylko dziesięć dni, maleńka. Czas leci a Twoje życie zbliża się ku kresowi. Jutro ponownie się odezwę, ale raczej zadzwonię, nie chce mi się ponownie do Ciebie fatygować z tak krótką wiadomością. Trzymaj się. – przejechał ostrzem po moim policzku a ja cicho syknęłam z bólu. Zanim się odwróciłam, zniknął. A z rany sączyła się krew. Sięgnęłam do policzka i delikatnie przejechałam po ranie. Zawyłam z bólu a zaraz po tym skarciłam siebie samą w myślach za to wydarcie się.
Chciałam wrócić do domu Clifford’ów, ale zaraz zaczęłyby się pytania co mi się stało. Postanowiłam więc, że wrócę do domu. Jednak byłam niespokojna. Skoro ten typ znalazł mnie aż tutaj to może wejść do mojego domu. Może robić wszystko i wie, że teraz wierzę w to, że istnieje. Wierzę w to, że może mi cokolwiek zrobić. Wierzę w to, że może mnie nawet zamordować. Wstałam i ruszyłam na trzęsących się nogach. Ruszyłam do domu Taylor. Byłam jakieś dwieście metrów od jej domu, kiedy obok mnie zatrzymało się czarne BMW a ja stanęłam. Nie mogłam się nawet ruszyć. Pierwsze o czym pomyślałam to „Wrócił po mnie i chce mnie zabić. On to zaraz zrobi.” Jednak, kiedy szyba zaczęła się osuwać w dół, zobaczyłam charakterystyczną czerwoną bandamę.
- Wsiadaj i nie pytaj. – powiedział szorstko i spokojnie, wpatrując się we mnie i obserwując każdy mój ruch. Okrążyłam auto i wsiadłam na miejsce pasażera, zatrzaskując za sobą drzwi. Ashton ruszył bez słowa i skupił się na drodze. Chciałam cokolwiek powiedzieć, zapytać gdzie jedziemy, co ma zamiar ze mną zrobić, ale za każdym razem jak chciałam otworzyć usta, odwaga wyparowywała ze mnie. Strach mną dalej kierował a ręce i nogi trzęsły się niczym galareta. Nie potrafiłam się uspokoić.
- Po pierwsze – nigdy więcej sama nie wychodź z imprezy. – odezwał się Irwin – A po drugie, przez kilka dni będziesz nocowała u mnie. Nie znoszę sprzeciwu, Thea. 


* * *

Przepraszam, że akcja rozwija się tak powoli, ale staram się budować wszystko po kolei, żeby nie spieprzyć mojej wizji autorskiej.
Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem pojawi się więcej komentarzy niż pod pierwszym rozdziałem.
Naprawdę proszę o rozsyłanie linku.
Co myślicie o nagłówku? Pierwszy raz posługiwałam się photoshop'em.
Na dzisiaj to tyle.

xx

10 komentarzy:

  1. Omg!!!!! *-* wspaniały nie mogę się już doczekoć kolejnego rozdziału ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. o ashton się pojawił hahaha świetny rozdział i dziękuję za informowanie xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne jak zwykle

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie mu sie spodobało to FF. Jest ciekawe i zachęca do dalszego śledzenia rozdziałów.
    Piszesz dokładnie i niczego nie pomijasz za co masz wielkiego plusa. Dobrze, ze akcja rozwija się powoli, ponieważ osobiście nie przepadam za szybko rozwijającymi się, można się łatwo pogubic.
    Dziękuje za informowanie i z niecierpliwością czekam na następny xx

    queexari

    OdpowiedzUsuń
  5. Strasznie mu sie spodobało to FF. Jest ciekawe i zachęca do dalszego śledzenia rozdziałów.
    Piszesz dokładnie i niczego nie pomijasz za co masz wielkiego plusa. Dobrze, ze akcja rozwija się powoli, ponieważ osobiście nie przepadam za szybko rozwijającymi się, można się łatwo pogubic.
    Dziękuje za informowanie i z niecierpliwością czekam na następny xx

    queexari

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział. Ciekawe ff.
    Życzę weny i czekam na nn.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. O jejku genialne to jest ! Ajjsjanaja ale się wciągnęłam. Świetny pomysł na akcję i świetnie piszesz. Informuj mnie proszę o kolejnych rozdziałach @OrdonkaOfficial

    OdpowiedzUsuń
  8. fjxdler matko boska dfjhdsfdfkdfjfdfddfdf @weronika7

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurde, genialne to jest! Czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny,świetny,świetny ツ @LoveHoranekEver

    OdpowiedzUsuń