poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 3

„Przez kilka dni będziesz nocowała u mnie. Nie znoszę sprzeciwu, Thea.” Co to miało w ogóle znaczyć? Dlaczego w ogóle tu podjechał? Wiedział, że tu będę? Widział mnie w parku z tym mężczyzną? W tej chwili miałam totalny mętlik w głowie. Tak po prostu, bez niczego decyduje za mnie i mówi, że mam u niego zostać. Kim on jest, żeby podejmować za mnie decyzje? Nie rozumiałam go w ogóle. Prawie go nie znałam, nic się nie odzywał, kiedy wszyscy byliśmy razem w domu Mikey’a,  a teraz tak po prostu mówi, że mam u niego zostać. Pozostają mi teraz trzy wyjścia.
Pierwsze – kazać mu zatrzymać auto i po prostu z niego wysiąść, tym samym wracając na imprezę. Drugie – zadzwonić po Taylor i powiedzieć jej, że nawiedzony kolega jej brata zabiera mnie do siebie bez konkretnego powodu. I trzecie – jechać z zupełnie mi obcym chłopakiem, który zabiera mnie do siebie i zostać tam, niewiadomo z jakiego powodu.

Spojrzałam na blondyna. Był skupiony na drodze i nawet nie uraczył mnie jednym spojrzeniem. Ręce miał mocno zaciśnięte na kierownicy. Czerwona Bandama, która tkwiła na jego czole niemal opadała mu na oczy. Jak on w ogóle cokolwiek widział skoro materiał zasłaniał mu chyba z połowę widoku. Zauważyłam, że tym razem nie miał na sobie koszulki, która odsłaniała mu całe ramiona, zarzuconą miał ciemnogranatową bluzę. Chciałam się odezwać, ale nawet nie miałam pomysłu o czym mogłabym z nim rozmawiać. Jedynym dźwiękiem, który wypełniał ciszę w aucie to piosenka Linkin Park „Numb”. Przez lekko opuszczoną szybę wpadało trochę chłodnego, nocnego, świeżego powietrza. Chciałabym aby dzisiejszy dzień skończył się jak najszybciej. Jechaliśmy w ciszy jakieś piętnaście minut, może trochę więcej. Ashton zaparkował pod jakimś domem, w którego pobliżu był mały lasek. Wysiadł z auta bez słowa i ruszył do budynku, który stał przed autem. Natomiast ja nawet nie ruszyłam się z miejsca. Chciałam wrócić do Taylor, ale nie miałam pojęcia gdzie się znajduję. A z resztą chodzenie samej o tej porze w nocy może być dla mnie niebezpieczne. Cały czas pamiętam to, jak Luke przyjechał po mnie motocyklem, chociaż nie mam pojęcia skąd wiedział gdzie będę. Może przejeżdżał obok? A może mnie śledził? To się zaczynało robić dziwne i zarazem chore. Najpierw Hemmings, na myśl o którym chce mi się zwracać dzisiejszy posiłek a teraz nigdy ze mną nie zamieniający słowa Irwin, który ni stąd ni zowąd zabiera mnie z imprezy do siebie. Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Ashton’a. Odwróciłam głowę w stronę opuszczonego okna. Opierał się o nie i czytając w wyrazu jego twarzy, czekał na jakąkolwiek odpowiedź na zadane mi pytanie. Ale o co mnie pytał?

- Hmm? – spojrzałam na niego czekając aż powtórzy pytanie
- Zapytałem czy wysiądziesz z tego auta czy będziesz w nim siedziała całą noc, księżniczko. – warknął poirytowany moim zachowaniem. Z jednej strony byłam zdziwiona jego słowami, bo nigdy w życiu nie wypowiedział ich do mnie tak wiele a z drugiej strony chyba próbował mnie urazić, szkoda, że mu to nie wyszło.
- Po pierwsze – zaczęłam –Nie wiem co tu robię, nie wiem po co tu jestem i nie wiem dlaczego mnie zabrałeś. Jesteś psychopatą? – Rzuciłam przyglądając się mu i dokładnie go lustrując. Blondyn w odpowiedzi tylko cicho się zaśmiał. – Po drugie, chciałabym wrócić do Taylor, na pewno się o mnie martwi. I po trzecie – podniosłam trzeci palec w górę – Nie jestem księżniczką. – każde słowo powoli od siebie oddzielałam i wyrzucałam z siebie jakby z jadem skierowanym w jego stronę. – Nie znam Was, nawet Was nie lubię a Wy tak po prostu zaczynacie wpieprzać się w moje życie. Nie macie innego zajęcia? Najpierw Luke, teraz Ty, o co Wam do cholery chodzi? Ja nie potrzebuję niańki! Jakbyście nie zauważyli to nie mam pięciu lat i potrafię o siebie zadbać i sobie radzę doskonale! – wyrzuciłam z siebie cały gniew i jakby nieco się uspokoiłam. Chłopak nie skomentował tego co do niego powiedziałam a tylko odwrócił się na pięcie i skierował się do domku. Machnął jeszcze ręką, że mam iść za nim. Niedoczekanie jego. Wysiadłam z auta i oparłam się o jego bok, czekając aż wyjdzie z domu i zawiezie mnie do domu Clifford’ów. Jednak to nie nastało. Minęły chyba dwie godziny i wtedy światła w domu zgasły. Panowała idealna cisza wokół całego domu. Mogłam słyszeć swój oddech i bicie serca. Zaczynałam być niespokojna, ale nie miałam zamiaru się poddać. Otworzyłam drzwi auta od strony kierowcy i usadowiłam się na siedzeniu. Z tyłu, na siedzeniu leżała czarna bluza. Chwyciłam ją i zarzuciłam na siebie. Kluczyki ciągle były w stacyjce.

- Niemądry Ashton. – zaśmiałam się pod nosem. Przekręciłam kluczyk i auto odpaliło, wrzuciłam bieg i wycofałam ostrożnie, starając się w nic przy tym nie uderzyć. Wyjechałam na drogę i skręciłam w stronę, z której przyjechaliśmy. – Miejmy nadzieję, że się nie zabiję po drodze. – zaklęłam się w duchu. Kiedy już byłam pewna, że Ashton mnie nie usłyszy, zmieniłam bieg i ruszyłam przed siebie. Starałam się spoglądać na znaki i sprawdzać gdzie jestem. Kiedy zobaczyłam pierwszą latarnię od razu się ucieszyłam wiedząc, że jestem już w mieście. Najwidoczniej Irwin wywiózł mnie poza nie.
*
Spojrzałam na znak oznajmiający, na której ulicy się znajduję. Byłam jakieś dziesięć minut od domu Clifford’ów. Ucieszyłam się kiedy wjechałam na ich ulicę a już po chwili zauważyłam ich dom. Zaparkowałam na wjeździe, zaciągnęłam ręczny i wysiadłam z auta, wcześniej je dokładnie zamykając i sprawdzając dwa razy czy na pewno żadne drzwi nie zostały otwarte. Impreza trochę ucichła, ale dalej było pełno ludzi. Przepychałam się między spoconymi ciałami chcąc dojść do drzwi i znaleźć Taylor albo Michael’a. Pierwsze, kiedy weszłam do domu co przykuło moją uwagę to zalana blondynka to jest Panna Clifford, czyli moja przyjaciółka obściskująca się z Luke’iem Co To Nie Ja Hemmings’em. Momentalnie wzięło mnie na wymioty, ale powstrzymałam się od tego i zaczęłam szukać Michael’a. W kuchni leżał jakiś koleś, wokół którego była rozlana woda, przynajmniej mam nadzieję, że to woda. Salon wyglądał jak pobojowisko, nie licząc Taylor i Luke’a. Na schodach leżało kilka skąpo ubranych dziewcząt mniej więcej w moim wieku a nawet młodsze. Niektóre widziałam nawet w swoim liceum i wiem, że są o klasę niżej a teraz tak po prostu leżą zalane w trupa na imprezie Clifford’ów. Pierwszy pokój, do którego zajrzałam to oczywiście ten pod schodami, czyli Mikey’a. Nie miałam zamiaru pukać bo i tak nie można by było tego usłyszeć przy tym całym zgiełku, który panował w całym domu. Weszłam do pokoju. Panowała w nim istna ciemność. Sunęłam dłonią po ścianie szukając włącznika światła, kiedy poczułam czyjąś dłoń na swoich ustach a drugą w talii. Od razu zaczęłam wierzgać i się rzucać. Wszystko wynikało z paniki, w którą wpadłam. Kiedy odzyskałam oddech, usłyszałam za sobą śmiech Michael’a i dumnego z siebie Calum’a. Ci kretyni naprawdę muszą znaleźć sobie hobby, bo straszenie i denerwowanie mnie to jest doprowadzanie mnie do kompletnego szału nie jest zbyt pociągającym zajęciem. Ale oni mieli z tego niezły ubaw a ja prawie dostałam zawału. Nic nie powiedziałam tylko zmroziłam ich wzrokiem.

- Nie powinnaś być z Ashton’em? – Calum nagle się odezwał, kiedy Clifford przestał się śmiać, po chwili dostał od kolorowowłosego kuksańca w bok, na co jęknął poirytowany
- Co? Skąd wiesz, że miałam być z Ashton’em? – moje źrenice natychmiastowo się rozszerzyły a wzrok przeniosłam na Michael’a
- Dzwonił do nas. – odpowiedział beznamiętnie Hood wzruszając ramionami
- Aha. – skomentowałam krótko i po chwili kontynuowałam – Nie chciało mi się z nim siedzieć, więc poczekałam aż zaśnie a wtedy wsiadłam w jego auto i tu przyjechałam. – odpowiedziałam jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie
- Co zrobiłaś? – Calum stał osłupiały a Michael otworzył usta ze zdumienia
- No, wzięłam jego auto. – wzruszyłam obojętnie ramionami
- Hemmings Cię zabije, bo to jego auto. – skomentował brunet, którego wzrok wciąż spoczywał na mnie
- Najwyżej. – odpowiedziałam zupełnie nie przejmując się faktem, że blondyn naprawdę byłby skłonny mnie ruszyć i zrobić mi krzywdę.
- Normalnie nie wierzę! – usłyszałam jak ktoś zatrzasnął za mną drzwi i z impetem wparował do pokoju, po chwili poczułam szarpnięcie do tyłu – Jeszcze raz ruszysz to, co należy do mnie to Cię zakopię żywcem, Maleńka. – warknął Luke
- Nie dotykaj mnie, jesteś pijany.  – wyrwałam swoje ramię z jego uścisku, wziął głęboki oddech
- Teraz grzecznie pójdziesz do auta, odpalisz tą pieprzoną maszynę i pojedziesz kurwa do Ashton’a. – każde kolejne słowo wyrzucał z siebie jakby miał zaraz zacząć pluć jadem w moją stronę.
Na jego słowa od razu zaczęłam się śmiać.
- Niedoczekanie Twoje. – prychnęłam patrząc prosto w jego oczy, po chwili Luke chwycił ponownie moje ramię i skierował się do drzwi pokoju Mikey’a. Próbowałam mu się wyrwać, jednak chłopak był zdecydowanie silniejszy ode mnie, przez co nie miałam szans na to, by teraz mu uciec. Hemmings wraz ze mną wyszedł z domu i skierował się do auta. Posadził mnie po stronie pasażera i włączył blokadę na drzwi, przez co miałam uniemożliwione by otworzyć drzwi. Sam obszedł auto i wsiadł za kierownicą. Wyciągnął rękę a ja wyjęłam kluczyki z kieszeni bluzy, o której zapomniałam, że w ogóle na sobie ją miałam. Podałam kluczyki blondynowi a on odpalił auto.
*
- Tak myślałem, że pojedziesz. – westchnął Ashton opierając się o blat
- I nic więcej jej nie powiesz? – warknął zdenerwowany Luke
- A co mam powiedzieć? – zapytał obojętnie wskakując na blat, o który wcześniej się opierał
- Hemmings na przykład zaczął mną szarpać i na mnie wrzeszczeć. – powiedziałam wyczekując jego reakcji, Irwin tylko cicho się zaśmiał
- Ja wracam do domu a Ty – wskazał na mnie – zostajesz tutaj. Natomiast Ty – pokazał na Ashton’a – Ty jej pilnujesz i nie spuszczasz z niej wzroku dopóki ktoś po Was nie przyjedzie.  A ja wychodzę i zabieram auto, bo Tobie Ashton strach cokolwiek zostawić. – Irwin na słowa Luke’a wywrócił oczami. Tymczasem Hemmings się zabrał i wyszedł z domu. Chwilę później słyszałam tylko pisk opon, co znaczyło, że odjechał i był nieźle wkurzony. Opadłam na jedno z krzeseł w kuchni i tępo wpatrywałam się w swoje buty, jakby były najbardziej interesującą rzeczą, która kiedykolwiek powstała.
- Czy to nie jest moja bluza? – zagadnął Irwin po chwilowej ciszy
- Prawdopodobnie tak. – wzruszyłam ramionami. Ashton już otwierał usta by cokolwiek powiedzieć, kiedy oboje usłyszeliśmy dźwięk mojego telefonu. Wyjęłam komórkę z kieszeni i odczytałam wiadomość.

Od: Nieznany
Udasz ból głowy i grzecznie opuścisz dom blondaska.
Wyjdziesz w stronę lasku albo wyrzucę ten dom w powietrze.
Dziesięć dni, skarbie.
J x

Chciałam schować telefon i jak najszybciej wyjść, by mieć pewność, że Ashton’owi nic nie będzie. Jednak on był szybszy. Chwycił telefon w rękę i uważnie przeczytał to, co pisało w wiadomości.

- On nas zaraz wysadzi. – jęknęłam przerażona – On wie gdzie jestem, on wie co robię. On nas widzi, Ashton.
- Tobie nic nie zrobi bo jeszcze mu się przydasz. On chce nas, chce mnie, rozumiesz? – odezwał się nie spuszczając ze mnie wzroku
- O czym Ty mówisz? Asht – nie zdążyłam wypowiedzieć jego imienia kiedy usłyszałam jego krzyk, że mam uciekać. Ale strach mnie sparaliżował. Nie byłam w stanie się ruszyć. Nie potrafiłam. Irwin chwycił mnie za nadgarstek i skierował się do wyjścia. Drzwi były zamknięte.
- Zakryj się! – krzyknął a zaraz potem rozbił jedną z szyb, szkło leżało niemalże wszędzie. Blondyn ponownie chwycił moją dłoń i wyciągnął mnie z domu. Zaczęliśmy uciekać w stronę drogi. Nie zdążyliśmy dobrze wybiec na asfalt, kiedy powalił mnie na ziemię a potem usłyszeliśmy wielki huk. Dom, w którym jeszcze niedawno staliśmy, był teraz popiołem.

* * * 
Dzieeeeń dobry miśki!
Przepraszam za ponad dwutygodniową nieobecność. Nie miałam weny, przyznaję. Jednak wróciła i jestem pełna energii! Mam nadzieję, że czytelników przybędzie jeszcze więcej! Cieszy mnie fakt, że coraz więcej osób interesuje się moim opowiadaniem.

Do następnego! :) 

7 komentarzy:

  1. Jej *.* Zaskoczyłaś mnie totalnie tym wybuchem ;o Nie wiem czemu ale według mnie Thea za mało im pytań zadawała i godziła się na wszystko od tak. Ja gdybym była na jej miejscu to miałabym masę pytań i chociaż pewnie ignorowaliby mnie to musiałabym je zadać. Ale to może tylko mi się tak wydaje :D Ogólnie to bardzo lubię Twój styl pisania i okropnie podoba mi się to opowiadanie :D Trochę szkoda, że tak długo musieliśmy czekać ale nie pospieszam Cię, bo wiem, że czasami nie jest łatwo coś napisać i lepiej poczekać dłużej niż żebyś miała się męczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejjj cudo *_* Boję się o nich tak bardzo... @LoveHoranekEver

    OdpowiedzUsuń
  3. khiurtgednkb *-* wspaniałe :33 czekam na następny rozdział c:

    OdpowiedzUsuń
  4. O to się porobiło;) i robi się coraz ciekawiej, musisz szybciej pisac nowe rozdziały, bo mnie zżera ciekawość, co się dalej stanie xD @OrdonkaOfficial

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo się cieszę ze w końcu pojawił się rozdział aasdfgjkl
    Bardzo ciekawy i czekam na nastepny ;)

    @queexari

    OdpowiedzUsuń
  6. To się porobiło... Ten gościu jest psychopatą!!! Tak on MUSI być psychopatą ( ten morderca nie Ash xD ) A jak nie bęędzie psychopatą to się na niego seryjnie obrażę lol xD ~ Abracadabra

    OdpowiedzUsuń